TLEN

Historia zespołu w słowach wokalisty Michał Pruszkowski: Od dziecka marzyłem, żeby mieć zespół. Przechodząc przez gehennę szkoły muzycznej - 4 lata męczenia skrzypiec, potem 8 lat jako trębacz i pianista - przekonałem się, czego nie chcę robić w życiu. Rzuciwszy w kąt bagaż klasycznego wykształcenia muzycznego, postanowiłem zostać rockmanem. Na przekór radom znajomych ("po co ci to, jest tylu gitarzystów") namówiłem rodziców na gitarę elektryczną. Uczyłem się, rozszyfrowując piosenki z ulubionych płyt. Niechętny podręcznikom w stylu "Rock i blues w weekend", postanowiłem grać po swojemu. Opanowanie instrumentu nie było celem samym w sobie - traktowałem gitarę jako narzędzie do komponowania.

Zaczęły napływać pomysły, a wraz z nimi, w 1998 roku, narodziła się idea TLENu. Z Michałem Fijalskim (basistą) spotykaliśmy się, nagrywaliśmy riffy i snuliśmy wizję wielkiej kariery. Z początku sami nie wiedzieliśmy, co chcemy grać. Materiał był polskojęzyczny i brzmiał średnio. Kilka numerów umieściliśmy na składance "Oko proroka" dołączonej do pisma Fronda. Zdążyliśmy już o tym zapomnieć, kiedy wpadł nam w ręce numer Gitary i Basu z recenzją tejże płytki:

"...równie wysokie noty należą się grupie TLEN, za utwory: 'Fallen' (Falling) - w manierze Alice In Chains, zaśpiewany zresztą po angielsku, zdradzający fascynację doświadczeniami psychodeliczno-grunge'owymi, 'Najstarszy grzech' - atrakcyjny, czytelny motyw gitarowy, optymalne proporcje pomiędzy tłem a wokalem, i 'Kołysanka na koniec (świata)' - przejmująca ballada rockowa z przewrotnym tekstem, słowem - pomysł."
Zaczęliśmy próby (Piotr Pniak - bębny), ale praca szła opornie: więcej gadania niż grania. Zniechęceni, postanowiliśmy dać sobie spokój.

Jesienią 1999 zaczęliśmy ponownie myśleć o muzyce. Tym razem chciałem podejść do tworzenia inaczej. W listopadzie wena zesłała mi numer 'Neverheart'- kamień milowy w ewolucji stylistycznej TLENu. Z rozpędu po nocach pisałem kolejne piosenki. Teraz wypadało skompletować skład (Sean Clancy - gitara, Tomek "Sindbad" Stryczniewicz - bębny) i zacząć wreszcie grać koncerty. Występy na żywo pozwoliły nam zweryfikować wstępne założenia aranżacyjne. Odtąd nie trzymałem się już tak kurczowo konkretnej stylistyki komponując utwory.

We wrześniu 2000 ruszyła w Radiostacji akcja promowania młodych kapel. Korzystając z okazji, Maniek Nowicki (ówczesny manager) podrzucił utwór 'Not A Big Deal' (demo) do audycji "Makakofonia". W dwa dni po emisji zadzwonił Piotr "Makak" Szarłacki mówiąc, że przyszło mnóstwo emaili z głosami na TLEN i nie pozostaje mu nic innego, jak tylko zaprosić nas do programu. Od tamtej pory często nawiedzaliśmy Radiostację, a nasze piosenki chodziły w eterze. Następnym w kolejce był 'Souvenir' - utwór, który z miejsca stał się tlenowym "hitem z satelity".

Rozpoczął się złoty okres dla zespołu. Kilka utworów TLENu znalazło się na ścieżce dźwiękowej obrazu z 2002 roku pt. "W kogo ja się wrodziłem" w reżyserii Ryszarda Bugajskiego. Specjalnie dla potrzeb filmu napisałem polskojęzyczną piosenkę "Kocham żyć". W tym czasie występowaliśmy w wyjątkowo mocnym składzie - Jurek Runowski i Zbyszek Krebs na gitarach. Myśląc poważnie o wydaniu płyty, rozpoczęliśmy wędrówkę po wytwórniach. Niezmienny argument w ustach decydentów w tychże instytucjach - musi być po polsku. W jednej z firm usłyszeliśmy: "No, bardzo fajnie, ale może nagralibyście balladę do radia?"... Strzepnąwszy kurz z naszych stóp ruszyliśmy dalej. Szukając jakiejś alternatywy wpadliśmy na pomysł akcji "Respirator", która polegałaby na zbieraniu od fanów przedpłat na płytę. Zgromadzone w ten sposób pieniądze miały pokryć koszty nagrania i produkcji albumu. Niestety, z oczywistych względów przedsięwzięcie nie wypaliło. Aż wreszcie pojawiła się szansa: pewien człowiek zaproponował, że zasponsoruje nam nagranie. Rozpoczęły się niekończące się dyskusje o tym gdzie i z kim nagrywać. Pięć indywidualności w zespole, i tyleż wizji realizacji albumu. Koniec końców sponsor stracił cierpliwość...

TLEN zaczął powoli dogorywać: szkoła, praca, itp. itd.

We wrześniu 2003 Mazak zebrał do kupy porozrzucane szczątki TLENu i w odmłodzonym składzie (Jasiek Szarecki na gitarze, a na bębnach ponownie Michał Mioduszewski) rozpoczęliśmy regularne próby. Odświeżyliśmy materiał i wzięliśmy się za nowe utwory. Wreszcie zaczęliśmy koncertować częściej, niż raz na pół roku.

W marcu 2004 udało nam się wygrać pierwszą edycję "Demolki 94" - akcji zainicjowanej przez Makaka i Radio94. Koncert w Proximie w Warszawie przyciągnął tłumy. Pierwszy raz mieliśmy okazję zagrać przed tak liczną publiką.

Latem 2004 wystąpiliśmy na scenie konkursowej Festiwalu Rockowego w Węgorzewie (dzięki nagraniom demo znaleźliśmy się wśród kilkunastu zespołów wybranych spośród kilkuset). Nie udało się co prawda zdobyć Grand Prix, ale wyjechaliśmy stamtąd z nowym zestawem bębnów, obietnicą kontraktu od Universal Music Polska, i konfliktem światopoglądowym w zespole. Jak to bywa w każdym dobrym serialu, skład się posypał. Zostaliśmy z Jaśkiem sami. Wtedy za bębnami siadł Konrad Bartnik. Zbliżał się ważny koncert, a my wciąż nie mogliśmy znaleźć basisty. Postanowiłem więc sam spróbować pograć na basie. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Siłą rzeczy aranżacje uległy zmianie, a brzmienie zyskało punkową surowość. TLEN pokazał bardziej ekspresyjne oblicze koncertowe. W tym składzie zagraliśmy w wielkim finale Demolki94, zajmując zaszczytne drugie miejsce.
Nadeszła jesień. Zniecierpliwieni brakiem odzewu, przypomnieliśmy Universalowi o węgorzewskiej obietnicy. Podpisaliśmy kontrakt.

Niedługo rockandroll zaczął gościć nie tylko na scenie, ale i poza nią. Konrad, mając już dość gwiazdorskich akcji Jaśka, złożył rezygnację. Znowu zostaliśmy na lodzie. I wtedy pojawił się on - Michał Źeńca. Zasilił szeregi zespołu swoją pokorą, bezlitosnym uderzeniem i siedmioma werblami. TLEN dostał zastrzyk energii. Teraz to było już istne szaleństwo koncertowe.

Wiosną 2005 Makak zaprosił nas do udziału w nagraniu premierowego odcinka programu "Poza kontrolą" dla TVP Kultura. Zagraliśmy na żywo trzy utwory. Odcinek kończył się wyreżyserowaną szarpaniną z "ochroną".
Zachęceni pozytywnym oddźwiękiem, zaczęliśmy dopominać się jakichś konkretów od Universalu. Niestety, wciąż przesuwano termin naszego wejścia do studia, albo w ogóle nie odbierano telefonów. Kontrakt wiązał nam ręce, nie dając nic w zamian (jedynym owocem tegoż romansu była składanka "Nu Energy" - kompletnie niedostępna w sklepach). W końcu, po upływie niemal roku, sfrustrowani marnotrawstwem czasu, pożegnaliśmy się z Universalem z twardym postanowieniem, że robimy płytę sami. No i jak najwięcej gramy. Niestety, podczas jednego z koncertów zdarzył się przykry incydent, który mógł zaszkodzić wizerunkowi TLENu. To był ostatni występ Jaśka Sz.

TLEN został bez gitarzysty, i to w przeddzień trzytygodniowej trasy jako support zespołu OCEAN. Szukaliśmy na gwałt zastępstwa. Kiedy już straciliśmy wszelką nadzieję, z odsieczą przyszedł mgr Krzysztof Nowicki. W trzy dni nauczył się materiału, żeby po zaledwie dwóch próbach wyruszyć w prawie miesięczną tułaczkę z ludźmi, których wcześniej nie widział na oczy.

A trasa była prawdziwą szkołą życia: noszenie sprzętu, godziny spędzone w busie, jedzenie na stacjach benzynowych, codziennie koncert w innym mieście i loteria z frekwencją publiczności. Największym wyzwaniem było granie przed ludźmi, którzy wcześniej o nas nie słyszeli. Ciągła walka z syndromem "jak może mi się podobać piosenka, którą słyszę pierwszy raz". Ale daliśmy radę. Warto było występować nawet dla tych kilku osób, które podchodziły do nas po koncertach. Trudy wspólnej trasy zaowocowały przyjaźnią - z chłopakami z OCEANu, a w ostatnim tygodniu z zespołem ZERO, z którym dzieliliśmy "tlenobus".

Jesienią, z inicjatywy Piotra Kaczkowskiego z radiowej "Trójki", ukazała się kolejna składanka Minimax pl (vol.3) z piosenką "My Real Name". Z ciekawością czekamy, co z tego wyniknie. Tymczasem zbieramy siły na nagranie naszej debiutanckiej płyty.
 

• Strona zespołu
 

Skład zespołu:
Pruszkowski - wokal, bas,
K. Nowicki - gitara,
M. Żeńca - perkusja.
 

Download (mp3)
My Real Name
Souvenir
Sweet'n'Sour
Stationary Missionary
Not A Big Deal
Heaven Help Me
Rotten Cookie